Adrienne von Speyr

Strona o XX-wiecznej mistyczce katolickiej

Tag: modlitwa

Powołanie (Archiwum bloga)

Powołanie zawsze pochodzi od Pana. To On wybiera sobie ludzi, by pomagali Mu kontynuować Jego odkupieńczą misję. Bożki mają to do siebie, że w ich wypadku nie zachodzi ryzyko powołania. Bóg powołuje w sposób suwerenny; powołuje poprzez swoje Słowo, poprzez kazania, powołuje także w każdej jednej modlitwie. To On jest tym, który wzywa, a zadaniem człowieka jest tylko słuchać. Jest wielu, którzy słysząc Jego głos wciąż i wciąż na nowo, nie biorą go na poważnie, choć Bóg dał człowiekowi taki słuch, który jest zdolny usłyszeć wezwanie pochodzące od Niego. „Wydaje się jednak, że jest długa droga pomiędzy ludzkimi uszami a wolą i miłością”.

Bóg jednak nigdy nie męczy się tym ciągłym ogłaszaniem człowiekowi swojej woli, by ten poszedł za Nim. „Najbardziej ekstremalną formą Bożego wezwania było to, że Jego Syn stał się malutkim, nagim i bezbronnym Człowiekiem żyjącym pośród nas, pośród niepoliczonej rzeszy ludzkich istnień. Uniżył samego siebie tak dalece po to, by pokazać, jak wielkie były Boże obawy, by zademonstrować, jak pilne jest danie Bogu odpowiedzi, by ukazać, jak bardzo nie chce On pozostawać samotnym”. Jezus zniósł wszystko – nawet swój krzyż – w samotności. Świadczy to jednak z tym większą mocą o Jego wezwaniu do podążania wraz z Nim. Jego miłość jest miłością, która „nie tylko niesie, ale także pragnie; nie tylko siebie poświęca, ale nie może istnieć bez poświęcania się innych”. Pan powołuje nie tylko młodych, ale i starszych, choć w przypadku tych drugich to raczej wezwanie ostatniej szansy, uprzejma cierpliwość Pana, który wołał już od dawna.

Syn wzywa zawsze, w każdej swojej modlitwie; wzywa nas, to znaczy Kościół, nawet wtedy, kiedy śpimy, tak jak wezwał śpiących na Górze Oliwnej uczniów. Wtedy mieli oni jedną odpowiedź: zrobiliśmy już dość. Pokazuje to, że żadna odpowiedź na Boże wezwanie nie jest idealna, nikt nie daje wszystkiego, co mógłby dać. „Bycie czujnym, bycie dostępnym, bycie zdolnym do czekania, ale także posiadanie gotowości na nadchodzące nagle działanie – wszystko to są warunki konieczne do tego, by usłyszeć Boże wezwanie”. Będąc powołanym nigdy nie można sądzić, że dało się wszystko, co można było dać. Słowo zgody wypowiedziane przez człowieka zawsze jest ułomne, tylko „tak” Maryi było trwałą decyzją pozostania w otwartości na wolę Bożą nawet wtedy, kiedy pojawiały się rozczarowania i ból . „Jej fiat jest jak długie, odbijające się echo, powtarzane wciąż i wciąż, stale”.

Cytaty pochodzą z książki Poszli za Jego wezwaniem (Speyr von A., Sie Folgten Seinem Ruf, Johannes Veralag, Einsiedeln 1955.), tłumaczenie i opracowanie własne.

Słowo i Sakrament (Archiwum bloga)

„Pragnę!”* – mówi Pan. Mówi to wyraźnie, sobie i innym. Taka jest Jego kondycja. Pomiędzy opuszczeniem a pragnieniem zachodzi związek; wskazuje on, iż Pan jest obrabowywany, odzierany. Jest do tego stopnia opuszczony, iż nie czuje już obecności Ojca, Jego misja również zaczyna tracić swoją bezpośredniość. Opuszczony przez Boga, wisi teraz na Krzyżu, szukając tego, co utracił. Gdy mówimy, że Syn żyje w jedności z Ojcem w Duchu Świętym, oznacza to, że On nigdy nie szuka swego, ale stale jest nastawiony na Ojca i Ducha; nigdy nie mówi do siebie, lecz do  Ojca w Duchu Świętym; niczego nie czyni z własnej woli, ale nieustannie czyni wolę Ojca w tymże Duchu. Obecność Ojca i Ducha jest zawsze dla  Niego jasnością, Ich towarzystwo jest bliskie, tak że ciągle dostrzega Ich wolę, cieszy się jej wskazaniami, pochyla się przed nią w miłości.

Teraz kiedy musi tylko cierpieć, to wszystko – wszystko to oznacza „Ojciec” i „Duch” – gdzieś ginie, razem z wszelkim sensem, radością i zadowoleniem, których doświadczał.  Żył w Bogu i z Boga. W swym opuszczeniu pozbawia się jakby własnego pierwiastka, jakim jest  boskość. Doświadcza teraz pragnienia ducha, pragnienia obecności. Tutaj słowa wypowiedziane podczas Ostatniej Wieczerzy nabierają o wiele większego znaczenia. On sam jest rozdanym chlebem, jest rozlanym winem. Jest odarty z siebie samego, aby być dostępnym w chlebie i winie. Jego obecność dla wszystkich w Sakramencie, a więc rzeczywista obecność Boga w Kościele, jest nabyta za cenę całkowitej samotności – oto Bóg opuszczony przez siebie samego. Opuszczenie jest tak głębokie, że domaga się ono dopełnienia, i to całkowitego, jak całkowite jest ukrycie Ojca i Ducha przed Synem. Człowiek „nie może się odnaleźć”, gdy zatracił przyzwyczajenia swego życia, ulubione sposoby myślenia, gdy nie może się zabrać do codziennych zajęć. To tak jakby duchowo wprowadził się do nowego domu; musi się najpierw dostosować do wszystkiego, jeżeli ma sobie dać radę z otoczeniem i z sobą samym. Tymczasem codziennie zajęcia Syna na ziemi były zakorzenione w wizji Ojca; wszystkie Jego ziemskie ludzkie związki, wszystkie rozmowy i wymiany były umiejscowione wewnątrz tej wizji. Ci ludzie teraz oddalili się od Niego, zapierając się Go i zdradzając, aż w końcu Go ukrzyżowali. To wszystko jednak byłoby do zniesienia przy doświadczeniu obecności Ojca. Gdy Ojciec też się cofa, Krzyż nabywa niezmierzonej goryczy. Teraz Cierpiący jest przepełniony pragnieniem, pragnieniem, które odpowiada natężeniu pustki, jaka jest w Nim i wokół Niego.

Wszystkie ludzkie słowa i kategorie zawodzą, gdy staramy się zrekonstruować choćby mglisty obraz pełni obecności Boga w niebie. Jest to pełnia ponad czasem, z możnością  dowolnego wkraczania w czas. W niebie Bóg jest wszystkim, wszystko do Niego należy. Jego ponadczasowa wieczność odpowiada nieskończoności Jego bytu. Syn z tej pełni pochodzi. Myśl o posłaniu Syna jest boska, naznaczona od początku wszystkimi znakami boskości: pojęcia, plan, przyzwolenia są wszystkie boskie. Syn na ziemi ma trudne zadanie pogodzenia pełnego, nieokaleczonego ludzkiego życia z boską naturą w taki sposób, że Jego misja pozostaje w pełni boska, ale równocześnie osiąga taką widzialność, że jest przejrzysta dla ludzi, którzy mogą kształtować według niej swoje życie. Ma za zadanie dokonać dzieł, które wkraczają w czas, są porywane przez czas, które zajmują miejsce im przyznane i nabywają sens, który jawi się człowiekowi jako zrozumiały, i który sprawia, że staje się on wrażliwy na bliskość nieba i obecność Boga. Syn spełnia to posłannictwo, staje się jedno z nim,  nie zapomina o nim nawet na chwilę. Jest ono dla Niego pokarmem na ziemi i więzią z Ojcem. W każdej godzinie rozpoznaje we własnej misji wolę Ojca.  Dla Niego te dwie rzeczy stają się doskonale jednym.  (…) Ludzie, którzy patrzą na Pana, nie mogą pojąć wielu Jego cudów i słów, inaczej niż jako spełnianie i uobecnianie woli Ojca.  A nawet, gdy most łączący niebo z ziemią nie jest tak widoczny, może on  być rozpoznany we wszystkim, co Pan czyni. Z niewidzialnych nici boskiej woli Syn tka swoją widzialną misję. I aby nasze oczy mogły się do niej przyzwyczaić, codziennie przydaje jej szczególnego oblicza, które odpowiada sytuacji i potrzebie dnia; w ten sposób umożliwia nam jej uchwycenie. I choć wiara nasza ukształtowana jest z wieczystej prawdy wiecznego Boga, są chwile, kiedy staje się na nią bardziej otwarta, gotowa przyjmować, rozumieć i dać się jej prowadzić. Syn korzysta z tych chwil i udziela im głębi, przynależnej do wiecznego życia. Teraz zaś opuszczony przez odwiecznego Boga, pragnie tego wszystkiego, co było. Doświadcza niewypowiedzianej pustki umierającego człowieka, który nie tylko musi unieść ciężar cierpienia, ale widzi, jak niknie to wszystko, co nadawało sens jego życiu. Jego życie zdaje się bezcelowe.

To ciemna noc Pana: ciemność znana tylko tym, którzy widzieli najsilniejsze światło; pragnienie, które jest próżnią wytworzoną przez odebraną pełnię. Nie jest to pozytywne pragnienie znane naszej słabej wierze, kiedy pragniemy większej wiedzy o Bogu, większej bliskości Boga, głębszego wnikania w Jego Prawdę. Takie pragnienie wyrasta z dopełnienia, które dopiero co się zaczyna: jest chęcią otrzymania więcej. Wiemy, gdzie szukać satysfakcji dla takiego pragnienia. To czego doświadcza Pan, jest pragnieniem negatywnym, pragnieniem odebranym, pragnieniem tego wszystkiego, co Mu zostało wydarte. Oto przerażający wymiar Jego nocy ciemnej , który sprawia, że woła „Pragnę!” Ale w tym słowie akceptuje On owo pragnienie, zwraca się ku niemu. To słowo wyraża Jego całkowite poddanie się własnemu losowi. A skoro On pragnął, my możemy być napojeni. Skoro On wyniszczył samego siebie, aż cała Jego tożsamość stała się niczym innym, jak tylko płonącą próżnią, my posiadamy Go w sobie jako Eucharystię.

W świetle tego słowa z Krzyża sakrament  Jego cielesno-duchowej obecności nabywa nowego wyrazu: Pan daje nam swe Ciało i Krew nie tylko jako pamiątkę, jako zachętę, jako dowód, że na Krzyżu posunął się tak daleko, aż do tego przerażającego pragnienia. Pozwala nam zażyle uczestniczyć w tajemnicy swego opuszczenia. To co nam daje, to nie jakaś rzecz, ale w s z y s t k o – rozdaje samego siebie, obciążonego tymi wiecznymi słowami, tymi słowami Boga-Człowieka z Krzyża. Czas nie powoduje ich więdnięcia; nie odbiera im ani konkretnego znaczenia dla Jego życia, ani ich zastosowania dla świata.  Jego pragnienie na Krzyżu jest dla każdej epoki, dla każdego pokolenia, dla każdej jednostki, dla każdego z nas. Gdy te słowa na Krzyżu zostały raz wypowiedziane do wszystkich, wszyscy są zaproszeni. W Eucharystii zaproszenie do Krzyża jest zaznaczone dyskretnie, jakby na drugim planie, ale niewątpliwie. Jeśli ktoś drugiemu mówi: „Pragnę!”, jest jasne, o co mu chodzi. Właściwie, nie da się prawie stwierdzić, czy Pan wypowiada to słowo do siebie samego, czy do kogoś innego – cierpiący tak przecież mówi. Ale słowo z Krzyża idzie dalej po uprzednio ustalonym toku znaczeniowym: każdy słyszący je może natychmiast na nie odpowiedzieć i stosownie zareagować. Może dać Pragnącemu się napić. W swym krańcowym opuszczeniu Syn jest upokorzony jak żebrak, który prosi o najprostszą rzecz, jaką można sobie wyobrazić – o szklankę wody. Odpowiadając na tę prośbę człowiek zostaje wyniesiony do poziomu Krzyża, aby nawiązać dialog podobnego z podobnym.

Równocześnie to słowo wypowiedziane z Krzyża przez najbardziej upodlonego z ludzi pozostaje słowem m o d l i t w y.  Obecność eucharystycznego Pana  w nas wytwarza wzajemną otwartość, w której każde nasze słowo, wypowiedziane cicho lub głośno, czy też każda myśl, odnosi się nie tylko do nas, ale też do Niego. Pan na Krzyżu chciał, by to tak właśnie było. Wypowiedział to swoje pragnienie do siebie i do nas, na chwilę likwidując wszelką różnicę  między sobą i nami, abyśmy lepiej zrozumieli, czym jest Jego obecność; abyśmy dostrzegli tę część Jego misji, którą umieścił w swojej obecności – mianowicie krańcowe cierpienie. To właśnie sprawia, że Jego wezwanie do apostołów, zaproszenie do naśladowania jest tak nieubłagane. „Pójdź za mną!” – rozumie się: na Krzyż, w opuszczenie, ku ostatecznemu pragnieniu.

 

*Jest to fragment książki Adrienne von Speyr pt. Kreuzeswort und Sakrament, Johannes Verlag, Einsiedeln 1957. Przekład z wersji angielskiej: The Cross, Word and Sacrament, Ignatius Press, San Francisco 1983. Tłumaczył W. Giertych OP. Tekst został umieszczony w miesięczniku “W drodze”, nr 6 (190), rok 1989. Przepisałam tutaj obszerne fragmenty z tego, co wydało „W drodze”. Mam nadzieję, że ten tekst pomoże Wam w głębszym spotkaniu z Panem w czasie Trzech Świętych Dni.

Wieczorna modlitwa Adrienne (Archiwum bloga)

Wszyscy wierzący w Ciebie, Panie, widzą, jak zapada noc; ich codzienna praca się kończy, pozwól im odpocząć. Daj odpocznienie, które pochodzi od Ciebie, Panie, które będzie im towarzyszyć, łagodząc ciężary dnia oraz lęk, pozostawiając ich odnowionymi.

Daj im zdrowe myśli i owocną modlitwę. Pozwól im poczuć Twoją bliskość. Pozwól im uczyć się Twojej życzliwości. Pozwól im zasypiać, myśląc o Tobie.

A kiedy znów się obudzą, daj im poczuć, że byłeś tuż obok nich i że zatroszczyłeś się już o kolejny dzień, w którym nie porzucisz ich, ale przyjdziesz im z pomocą.

Możesz to zrobić, Panie, możesz dać im nowe siły, nowe perspektywy, pozwolić im zacząć od nowa.

Bądź z tymi, którzy, którzy śpią i z tymi, którzy nie mogą zasnąć. Jeśli nie mogą spać, bo są udręczeni zmartwieniami, ulecz ich niepokój. Jeśli nie mogą spać, bo cierpią, pokaż im, że Ty sam jesteś w ich cierpieniu tak, żeby mogli czuć Twoją stałą obecność.

Daj im dobre myśli, Panie, by mogli za nimi podążać nawet podczas najsurowszych tortur. Powitaj łaskawie każdego, ktokolwiek umarłby tej nocy, przyprowadź go do Ojca jak swojego brata, oczyść swą pamięć z jego grzechów, daj mu życie niekończące się nigdy…

I bądź ze swoim Kościołem, Panie. Bądź we wszystkich tych ciemnych świątyniach, które są puste w nocy, gdzie tylko Ty czuwasz samotnie ze swoją malutką wieczną lampką. Napełnij całą przestrzeń tych kościołów swoją obecnością tak, by ci, którzy wejdą tam z rana, mogli otrzymać dar nowej mocy w swej modlitwie.

Bądź z całym swym Kościołem, który jest Twoją Oblubienicą. Pozwól mu być Oblubienicą wierną, nie dozwól, by zwiodły ją pokusy. Daj jej tę miłość, która łączyła Cię z Twoją Matką i miłość, przez którą Matka stała się Twoją Oblubienicą, tak jak dziś Twój Kościół jest przeznaczony do tego, by nią być.

Uświęć cały świat stworzony przez Twego Ojca, żyj w tym wszystkim na znak, że Jego dzieło jest dobre, jako potwierdzenie realności odkupienia.

Pozwól Duchowi Świętemu powiać przez cały stworzony świat, by mógł zostać nawrócony, byś Ty mógł zwrócić Ojcu odnowione stworzenie w całej jego pełni. Amen.

 

Modlitwa została zamieszczona w książeczce Adrienne von Speyr With God and with Men: Prayers, tłumaczenie moje i na szybko, wybaczcie jego braki.

Mam nadzieję, że czytanie tego wpisu będzie dla Was chwilą modlitwy.

Mam nadzieję, że w Waszym życiu jest więcej Jezusa, więcej Maryi, więcej ciszy, więcej kontemplacji… Więcej miłości.

Dziękczynna modlitwa Adrienne na koniec roku (Archiwum bloga)

Panie, dziękujemy Ci, że podarowałeś nam spowiedź, że przez Twoją śmierć odkupiłeś wszystkie nasze grzechy.

Pokazałeś nam przez to, że całkowita nagość przed Ojcem, trwanie w gotowości przed Nim, pełnienie Jego woli, trwanie tam, gdzie On nas postawił, przynależy do prawdziwej spowiedzi.

Teraz, kiedy stajemy u końca tego roku, jesteśmy świadomi, że często upadaliśmy.

Pozwoliliśmy czekać temu, co zgodnie z Twoją wolą powinniśmy podjąć, niedostatecznie słuchaliśmy Twojego głosu, nie żyliśmy tak naprawdę tylko dla Ciebie.

Powinniśmy przecież we wszystkim Ciebie szukać, powinniśmy też kosztować radości przychodzącej od Ciebie, przyjmować na siebie cierpienia, jako pożądane albo dopuszczone przez Ciebie, powinniśmy iść każdą drogą, którą przed nami otworzyłeś.

 A jednak nie musimy spoglądać na miniony rok ze smutkiem, gdyż podobnie jak wszystkie poprzednie lata był on rokiem Twojej łaski.

Rokiem, w którym nam pomagałeś, wciąż na nowo nas pocieszałeś, dawałeś powody do radości i nieskończenie wiele dobrych darów.

I jeżeli nie wszędzie Cię rozpoznawaliśmy i jakże często nie odpowiadaliśmy na Twoje oczekiwania, dzisiaj, dzięki Twojej łasce, możemy uprzątnąć cały ten bałagan.

Ty oczyszczasz, Ty wznosisz, Ty w nas i wraz z nami stwarzasz nowe.

A wszystko to w mocy Twego krzyża.

Przecierpiałeś ten krzyż w Wielki Piątek i pozwoliłeś, mimo naszych porażek, dzięki Twemu zmartwychwstaniu, by trwał w tylu odkupieńczych uroczystościach.

A rozgrzeszenie, które nam dajesz, jest doskonałe: z Ojcem w Waszym Duchu Świętym, w Waszej trójjedynej wiecznej czystości, przywracasz nam nową czystość.

I nie musimy już budować więcej na tym, co było niedoskonałe i upadłe, ale możemy zaczynać od nowa na podwalinach Twojej doskonałości, którą z nami się dzielisz.

Możemy przyłączyć się do Twojej budowli, iść razem z Tobą, razem mieć nadzieję, razem działać.

Tak jaśnieje spowiedź w naszej codzienności, tak działa absolucja.

Ona promieniuje i stwarza radość, której źródło jest w Twoim krzyżu, a której starczyło na wszystkie dni minionego roku, aby ukazać nam Twoją wolę.

Dlatego dziękujemy Ci, że uczyniłeś wszystko tak, jak się stało, dziękujemy Ojcu, który dla nas pozwolił Ci się stać człowiekiem, dziękujemy Waszemu Duchowi Świętemu, który ciągle starał się wypełnić Twoją wolę w naszym istnieniu.

Amen.

Tekst ten razem z innymi modlitwami mistyczki zamieścił Hans Urs von Balthasar na końcu swojej książki Erster Blick auf Adrienne von Speyr (Pierwsze spojrzenie na Adrienne von Speyr) z 1968 r.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén