Adrienne von Speyr

Strona o XX-wiecznej mistyczce katolickiej

Category: Varia (Page 1 of 2)

Modlitwa o właściwe wykorzystanie choroby

Panie, błogosław wszystkim chorym; wszystkim, którzy wiedzą lub czują, że zachorują, wszystkim, którzy cierpią i tym, którzy muszą wkrótce umrzeć. Nie błogosław ich jednak tylko po to, aby zdołali przetrwać; pobłogosław ich także, aby nauczyli się wytrwać dla Ciebie i ujrzeli łaskę w swym cierpieniu. Pokaż im, że każde cierpienie nabiera sensu przez Twoje cierpienie na Krzyżu, sensu, który Ojciec przyjmuje w jedności z Twoim cierpieniem i wykorzystuje dla odkupienia świata. Pokaż im, że ból i choroba staną się owocne, jeśli zechcą cierpieć w Twoje Imię, że możesz ich użyć, aby pomóc innym w dźwiganiu ich brzemion, aby stworzyć przejezdne drogi, nie do pokonania w żaden inny sposób. Daj im nie tylko siłę i odwagę; daj im też cierpliwość. Wreszcie, obdarz ich, Panie, miłością do cierpienia, którego się od nich wymaga, tą miłością, która może wypłynąć tylko z Twojej miłości i która tylko wraz z Twoją miłością może przynieść owoce, nawet jeśli te owoce pozostaną przed nimi zakryte, nawet jeśli nie wiedzą dokładnie, do czego chcesz wykorzystać łaskę wypływającą z ich cierpienia. Dzięki swej łasce spraw, aby w chorobie promieniowali taką miłością, która wywoła skutki u innych, aby ich cierpienie przeżywane, być może, na oddziale szpitalnym, mogło służyć przemianie cierpienia innych, pokazaniu pielęgniarkom i lekarzom, którzy mają z nimi do czynienia, czegoś, czego wcześniej nie znali, ukazaniu w nowy sposób sensu życia i śmierci odwiedzającym ich ludziom. Obdarz ich takim wzrostem w Tobie, że ostatecznie z wdzięcznością przyjmą wszystko jako wychodzące z Twojej ręki i dostrzegą w każdym bólu coś, co przewyższa wszelki ból: Twoją łaskę. Amen.


Cyt. za: Hans Urs von Balthasar, Erster Blick auf Adrienne von Speyr, tłum. M.Ż. Oryginał wydany za zezwoleniem władz kościelnych; angielska wersja, którą dołączam poniżej, również opublikowana została za zgodą Kościoła.

 

Oblicze Ojca

Poniżej zamieszczam ostatni akapit rozdziału Ojciec i Kościół z książki pt. Oblicze Ojca. Może to być piękna, kojąca medytacja o miłości Ojca, ostatecznym przeznaczeniu Kościoła i każdego człowieka, zachęta do modlitwy, do miłości, nadziei i wiary. Jak to bywa z tekstami Adrienne von Speyr – nawet ten krótki fragment wymaga zatrzymania i wyciszenia. Zamieszczam go, ponieważ książka jest już od dawna niedostępna. Naprawdę warto wznawiać wydania książek Adrienne von Speyr.


Jeżeli człowiek zastanawia się poważnie nad swoim życiem, to widzi: jak ulotne są jego dni, jak daremne są jego starania; i jeżeli mimo wszystko usiłuje niezmiennie trwać myślą przy Bogu i na modlitwie – to pociesza go wiedza, że stara się w ziemskiej przestrzeni Kościoła realizować to, co od wieków udaje się mieszkańcom nieba, i że przez to jego przemijający czas zyskuje miejsce w czasie wiecznym Ojca. Ojciec od chwili stworzenia aż do końca świata zajmuje się przygotowaniem nieba dla ludzi, cały czas swój akt stworzenia wprowadza w odkupienie i uwielbienie. To pozwala ludziom rozpoznać, że swe życie stworzeń w jego przejściowym ruchu do nieba winni interpretować nie inaczej, jak tylko jako przypowieść tego, co kiedyś będzie ich czekać u Ojca. Jeżeli dotrą wówczas do celu, to znajdą tam nie tylko nie do utracenia ogląd miłości Trójjedynej, lecz także doskonały Kościół, który na ziemi wzrastał w tym kierunku, oraz tamto spojrzenie Ojca, jakie zawsze spoczywało na nim i na wieki spoczywać będzie. W takim oglądzie Kościoła zagwarantowana jest jedność między czasem przemijającym i wiecznym. Wzrok otwiera się wówczas na rzeczy doskonałe, a ktoś kontemplujący ten ogląd zrozumie w końcu również doskonałość Kościoła ziemskiego, którego oblicze – z powodu własnych i cudzych grzechów – jawiło mu się mocno zamazane. Stopniowe widzenie i rozumienie stanie się w niebie widzeniem i rozumieniem doskonałym, które wstecznie odbije się na Kościele w tym świecie; wielkość tego widzenia i rozumienia zostanie jeszcze powiększona przez kontemplację Boga Trójjedynego i prowadzenie przez Ojca całego dzieła zbawczego Syna, tak że wiele rzeczy, które na ziemi jawiły się niezrozumiałe, teraz objawiają się w Bożej prawdzie jako pełnia najdoskonalsza.

Adrienne von Speyr, Oblicze Ojca, tłum. ks. K. Wójtowicz CR, Wydawnictwo ALLELUJA, Kraków 1999, s. 94-95.


Od wydawcy: Oblicze Ojca to jedenaście „odsłon”, w których szwajcarska lekarka, wizjonerka i stygmatyczka, odsłania rąbek tajemnicy Ojca, jakiej sama doświadczyła w mistycznych przeżyciach. Krok po kroku – od stworzenia poprzez wcielenie, krzyż, zmartwychwstanie, ustanowienie Kościoła, aż po życie wieczne – autorka wprowadza czytelnika w między osobowe relacje Trójjedynej Miłości ze szczególnym uwzglednieniem optyki Ojca. Ukazuje najgłębsze zjednoczenie Syna z Ojcem w dziele zbawienia człowieka; przedstawia, jak we wszelkich aktach ziemskiego życia wcielonego Słowa był obecny w sposób niezbywalny Bóg Ojciec, wypowiadający wieczne słowo miłości względem ludzi.

Jan Paweł II do uczestników sympozjum „Kościelna misja Adrienne von Speyr”

Poniżej zdjęcia L’Osservatore Romano ze wzmianką na temat rzymskiego sympozjum Kościelna misja Adrienne von Speyr z 1985 r. oraz wypowiedzią Jana Pawła II. Przepraszam za jakość, zostały zrobione wiele lat temu telefonem starszej generacji.

Poniżej zamieszczam włoski tekst pobrany ze stron Watykanu.

DISCORSO DI GIOVANNI PAOLO II
AI PARTECIPANTI AL CONVEGNO
SULLA PERSONALITÀ DI ADRIENNE VON SPEYR

Sabato, 28 settembre 1985

Signori Cardinali,
Signor Professore,
Reverendi Padri.

Sono felice di accogliervi al termine del vostro convegno sulla personalità di Adrienne von Speyr, dottoressa d’origine svizzera che ha cercato la verità cattolica con tanto ardore, fino alla sua conversione avvenuta nel 1940.

1. Uno sguardo al programma del vostro incontro mi ha permesso di vedere che ciascuno di voi ha apportato un contributo qualificato al delicato lavoro di approfondimento e di discernimento dell’esperienza spirituale e degli scritti di Adrienne von Speyr. Nell’ambito di questo amichevole incontro, so che voi non vi attendete da me un giudizio che proviene dall’autorità che ricopro. Tuttavia mi congratulo per il vostro lavoro. Avete cercato insieme di delineare meglio l’azione misteriosa e impressionante del Signore in un’esistenza umana assetata di lui. Dicendo questo – forse perché Adrienne von Speyr è svizzera – penso alla meravigliosa storia della mistica reno-fiamminga del XIII e soprattutto del XIV secolo. Sta a voi poter dire se queste vette della teologia mistica sono state raggiunte da questa fervente convertita. Sono lieto infine perché la Chiesa ha sempre bisogno di proporre un esempio di laici molto radicati nella loro vocazione socio-professionale e allo stesso tempo immersi in Dio. Non è questo che Eckhart insegna ai suoi discepoli: “Tutto ciò che Dio ti domanda nel modo più pressante, è di uscire da te stesso . . . e lasciare che Dio sia Dio in te” (cf. Eckhart, Trattati e Sermoni)? Si potrebbe pensare che separandosi dalle creature, la mistica tralasci i suoi fratelli uomini. Lo stesso Eckhart afferma, al contrario, di essere loro meravigliosamente presente, al solo livello in cui li si possa incontrare veramente, cioè in Dio.

2. Esprimo poi i miei auguri ai membri della Comunità Saint-Jean, frutto di una profonda ispirazione di Adrienne. Ella aveva una predilezione per “il discepolo che Gesù amava” e lo vedeva come l’ultimo e il più profondo interprete del mistero di Gesù, dell’amore del Padre per il mondo, del ruolo dello Spirito Santo di introduttore perfetto nella luce piena della rivelazione del Padre e del Figlio. Adrienne ha penetrato molto vivamente la profonda comunione di fede e di cuore tra la Madre di Gesù e il solo apostolo rimasto con lei ai piedi della croce. Ella vi vedeva l’origine verginale della Chiesa, di quella Chiesa che doveva essere affidata a Pietro. Che questa spiritualità, intensamente vissuta, da Adrienne von Speyr, vi aiuti a incarnare sempre meglio la vostra preoccupazione di vita evangelica ed ecclesiale nelle realtà del mondo contemporaneo!

3. Voi mi permetterete di salutare in modo del tutto particolare il Signor Professore Hans Urs von Balthasar. A lui presento le mie felicitazioni e i miei auguri per il suo 80° compleanno e lo ringrazio ancora una volta per il suo immenso lavoro teologico, come avevo fatto l’anno scorso consegnandogli il premio dell’Istituto Paolo VI.

E invoco di tutto cuore sugli organizzatori del colloquio e su tutti i partecipanti l’abbondanza delle grazie divine.

Myśli z „Luminy” Adrienne von Speyr

Myśli z „Luminy” Adrienne von Speyr

Inni o Adrienne

Jan Paweł II

[Adrienne] miała upodobanie w „uczniu, którego Jezus miłował”, i widziała w nim mającego ostatnie słowo, najgłębszego wyraziciela tajemnicy Jezusa, miłości Ojca dla świata, roli Ducha Świętego, doskonałego przewodnika, wprowadzającego w pełnię światła objawienia Ojca i Syna. Adrienne wniknęła w głębię komunii wiary i serca pomiędzy Matką Jezusa i jedynym Apostołem, który trwał z Nią u stóp krzyża. Widziała tu jakby dziewiczy początek Kościoła, tego Kościoła, który miał zostać powierzony Piotrowi.

Oby tak dogłębnie przeżyta przez Adrienne von Speyr duchowość pomogła nam, abyśmy lepiej wcielili w życie usiłowania życia odpowiadającego Ewangelii i Kościołowi wewnątrz danych dzisiejszego świata.

W dniach 27-29 września 1985 r. odbyło się w Rzymie pierwsze sympozjum poświęcone eklezjalnej misji Adrienne von Speyr (miały miejsce jeszcze dwa – w setną rocznicę jej urodzin w 2002 r. oraz pięćdziesiątą rocznicę śmierci w listopadzie 2017 r.). Papież Polak w skierowanym do uczestników słowie dostrzegł głęboko Janowy charakter jej dzieła.
Tekst zamieszczono w L`Osservatore Romano z września 1985, nr 9.

Hans Urs von Balthasar

— Nie mogę rozpocząć, nie zwracając uwagi na to, że moje dzieło jest tym, czym jest, tylko w łączności z dziełami innych. Należy wymienić choćby dwa najważniejsze. […] Erich Przywara. […] Jeszcze bardziej decydujący jest związek z nieopublikowanym w wiekszości dziełem Adrienne von Speyr, którego powstawanie obserwuję od roku 1940, które systematycznie wydaję, i z którym moje ksiazki współbrzmią, jeśli chodzi o temat i wydźwięk.
Źródło: O moim dziele, s. 16-17.

—  Na drugim miejscu znajduje się moje wydawnictwo. Ma się w nim wyrażać duch Johannesgemeinschaft. Publikowana jest w nim przede wszystkim ogromna spuścizna Adrienne von Speyr. Te prawie 50 tomów to być może „moje” największe dzieło życia. Wśród nich znajduje się 12 tomów, które na razie nie trafią do sprzedaży. Myślę, że jest w nich duchowa strawa dla całych pokoleń. Do tego dochodzą wydania obcych dzieł, wiele tłumaczeń; z pewnością co najmniej 40 tomów. Nie liczyłem ich. A w nich to, co moim zdaniem ważne i trwałe, co pomaga wyrażać naszego ducha. Dopiero potem, na trzecim miejscu umieściłbym moją własną twórczość jako pomoc dla naszej Wspólnoty i ludzi zainteresowanych jej duchem. A teraz o recepcji mojego pisarstwa. Przecież wiele moich książek zostało wydanych drukiem już po raz trzeci i czwarty. Jest w tej chwili może 20 dysertacji na mój temat, które powstają lub już się ukazały. We Francji i we Włoszech tłumaczy się prawie wszystko. Moje książki to nie jest „teologia fachowa”, dlatego też nieszczególnie nadają się na temat dysertacji. Moje prace prawdopodobnie dopiero wtedy zostaną rzeczywiście zrozumiane, kiedy poważnie przeanalizuje się Adrienne von Speyr. To jednak jest dziś nadal trudne, ponieważ jej spuścizna nie jest jeszcze dostępna. Nie nadeszła jeszcze odpowiednia pora.
Źródło: O moim dziele, s. 85-86.

— Słowo podsumowania jest konieczne, aby zburzyć wyobrażenie, jakobym we wspomnianych i innych ksiażkach odtwarzał po prostu własne pomysły. Wiekszość rzeczy, jakie napisałem, jest tłumaczeniem tego, co w sposób mniej bezpośredni, mniej „techniczny” zostało zamieszczone w potężnym dziele Adrienne von Speyr, które dostepne jest dopiero w części.
Źródło: O moim dziele, s. 75.

— To Adrienne von Speyr wskazała realizujacą się drogę od  Ignacego do Jana i przez to położyła podwaliny pod większość tego, co zostało przeze mnie opublikowane od roku 1940. Jej dzieła i mojego nie da się oddzielić ani psychologicznie , ani filologicznie   dwie połowy całości, której centrum stanowi jedno założenie.
Żródło: O moim dziele, s. 64.

—  Dlatego żadnemu teologowi nie wolno sobie wyobrażać, że własnym rozumem albo siłą wyobraźni może naśladować, czy nawet tylko godnie wielbić ostateczność Boga. Rzeczywistymi mistrzami w wysławianiu Boga swoim życiem pozostają dla niego święci. Dlatego możne on, teolog, jeszcze raz za Goethem konkludować:

„Kiedy na mistrzów spoglądam roboty,
To widzę, co im spełnić się udało.
Lecz gdy na własne patrzę lichoty,
Spostrzegam tylko, żem zrobił zbyt mało”.
(epigramat)

Tymi słowami Hans Urs von Baltasar wskazał również na Adrienne von Speyr w swoim podziękowaniu wygłoszonym w Inssbrucku 22 maja 1987 r. z okazji przyznania mu nagrody im. W. A. Mozarta.
Źródło:  Guerriero E., Hans Urs von Balthasar. Monografia, tłum. M. Rodkiewicz, Kraków 2004.

Mój wysiłek,  bedzie polegał przede wszystkim na wpisaniu ich [wizji Adrienne] w tradycję Kościoła.
Źródło: Unser Auftrag, nieprzetłum. na j. polski.

Wtedy również widać będzie, jak bardzo intuicje  owej kobiety wpłynęły na moje ksiązki – Herz der Welt, Gottesfrage, Theologie der drei Tage i kilka innych to w swej istocie teologiczna transkrypcja tego, co przez nią zostało poznane bezpośrednio. Jest to stwierdzenie które dopiero później da się zweryfikować. 
Źródło: O moim dziele, s. 76.

— Zstąpienie do piekieł powinno być szczególnie ważne właśnie dla ucznia św. Ignacego, ponieważ to tutaj urzeczywistnia się ostateczne posłuszeństwo Syna Bożego: konieczność szukania Boga tam, gdzie Go nie ma, gdzie Go być nie może: w kwintesencji grzechu świata. To należy do nauki o Trójcy Świętej, takiej mianowicie nauki, która obejmuje wszystko, co w niebie, na ziemi i pod ziemią. Jest to oczywiście wielka, nowa myśl pochodząca od Adrienne von Speyr.
Źródło: O moim dziele, s. 93.

— Przedmiotem doświadczeń mistycznych Adrienne von Speyr jest udzielona grzesznikowi i do głebi napełniająca pokorą łaska uczestniczenia w zastępczym cierpieniu Chrystusa za wielu.
Żródło: W pełni wiary, s. 64-55.

Tomas Stearns Eliot

(1888 – 1965, jeden z najwybitniejszych poetów XX wieku)

—  O Komentarzu Adrienne von Speyr do Ewangelii św. Jana: książka von Speyr nie mieści się w żadnej znanej mi klasyfikacji. Poeta uważał, że jeśli tylko czytelnik nie zostanie przez lekturę tego dzieła zmiażdżony, to wyjdzie z niej umocniony i rozradowany zupełnie nowym doświadczeniem chrześcijańskiej wrażliwości.

Wojciech Giertych OP

(ur. 1951, Teolog Domu Papieskiego, wykładowca Angelicum)

— Autor Dziejów Apostolskich zanotował natchnione słowa św. Szczepana, który przygotowując się do męczeństwa , pełen Ducha Świętego zobaczył nad sobą „niebo otwarte” (Dz 7, 55-56). W tym sformułowaniu często odnajdywała siebie (…) szwajcarska lekarka z Bazylei, Adrienne von Speyr. (…) Dała Kościołowi świadectwo o otwartym niebie, wnikając w samo centrum misterium Boga, świadectwo służące tym, którzy szukają światła na drogach Bożych. Jej sformułowania często są ujęte inaczej, niż tradycyjnie zwykło się to czynić. Jednak nie zaprzeczają one Tradycji Kościoła, ale ukazują nowe aspekty wiary, które na pierwszy rzut oka zadziwiają teologów. (…) Zjednoczenie z duszą Chrystusa wprowadziło Adrienne również w świat modlitwy świętych. Bardzo żywo doświadczała ich wstawiennictwa i obcowania z nimi. W chwilach ekstazy ukazywali oni jej swe wewnętrzne przeżycia. Postawa wobec Boga i zgoda na działanie łaski w sobie bynajmniej nie była u każdego z nich identyczna. Święci mieli też swoje wady. Das Allerheiligenbuch (1966) jest niebywałym charyzmatycznym zapisem, w którym Adrienne daje portrety około dwustu pięćdziesięciu świętych, w tym apostołów, świętych starożytnego Kościoła, jak też współczesnych, ukazując zadziwiające bogactwo różnych postaw modlitewnych.
Źródło: Giertych W., Niezwykłe świadectwo Adrienne von Speyr.

Christoph Schönborn

(Ur. 1945, arcybiskup Wiednia, kardynał Kościoła rzymskokatolickiego)

Prawdziwie teologiczne poznanie rozbłyska wtedy,  gdy prawda zbliża się nie tylko w pojęciach, lecz pozostaje wcielona łaską, uczyniona własną rzeczywistością życia, kiedy tajemnice wiary wyciskane są w nas, tak że prawda chwytana jest od jej wnętrza, a nie tylko pożądana zewnętrznie.  O tym wewnętrznym oglądzie wiary,  który sięga ponad wszystkie uczone teologie, świadczy dzieło Adrienne von Speyr, co do którego von Balthasar był przekonany, że zawdzięcza mu wszystko, co decydujące. Uważał nawet, że oba te dzieła są nierozerwalne.
Źródło: Słowo wstępne w: Ks. Anton Štrukelj, Teologia i świętość, przeł. ks. M. Jagodziński, Lublin 2010.

Patrick Carty

(Jeden z prelegentów sympozjum poświęconego mistyczce pt. Adrienne von Speyr und ihre kirchliche Sendung, członek Johannesgemeinschaft)

Marie-Antoinette de Geuser (1889-1918), znana pod imieniem Consummata powiedziała pewnego dnia: «Chciałabym pozostawić na ziemi długą smugę ognia». Reakcja Adrienne: «Nie, nie, nie tak. Chciałabym, żeby nie pozostawić zupełnie niczego. Chciałabym absolutnie zniknąć, nie być nigdzie inaczej jak tylko wewnątrz fiat Matki, całkowicie anonimowo. Chciałabym tylko, żeby ludzie mogli przeze mnie trochę więcej odczuwać Boga». Ta wypowiedź o świętości musi zostać na nowo wstawiona w jej dzieło. Tym, co nas zajmuje, jest jej spojrzenie na sens jej życia: poprzez bycie tutaj trochę wyraźniejsze powinny stać się ślady Boga; ona sama nie chciała pozostawiać żadnego śladu.

 

Strona sukcesywnie uzupełniana o kolejne wypowiedzi.

 

Kilka zdjęć z Bazylei

Dzięki uprzejmości s. Garbieli Woźniak (dziękujemy!) możemy obejrzeć kilka świeżutkich zdjęć z Bazylei (listopad 2017 r.) związanych z Adrienne von Speyr. Prawdziwa radość!

Dom, w którym mieszkała Adrienne.

Ikonką zaznaczono okno jej pokoju.

Miejsce, gdzie prowadziła swój gabinet lekarski.

Grób Adrienne znajdujący się na cmentarzu Friedhof am Hörnli w Bazylei.

Na nagrobku widnieje napis: Adrienne Kaegi-von Speyr, ponieważ była ona żoną dwóch bazylejskich profesorów historii. Pierwsze małżeństwo z Emilem Dürrem zakończyło się wraz z jego tragiczną śmiercią w 1934 r., zaś dwa lata później  poślubiła Wernera Kaegi (zm. w 1979 r.), następcę swojego pierwszego męża na stanowisku kierownika katedry historii Uniwersytetu w Bazylei.

Zajrzyj także do zakładki biografia.

Powołanie (Archiwum bloga)

Powołanie zawsze pochodzi od Pana. To On wybiera sobie ludzi, by pomagali Mu kontynuować Jego odkupieńczą misję. Bożki mają to do siebie, że w ich wypadku nie zachodzi ryzyko powołania. Bóg powołuje w sposób suwerenny; powołuje poprzez swoje Słowo, poprzez kazania, powołuje także w każdej jednej modlitwie. To On jest tym, który wzywa, a zadaniem człowieka jest tylko słuchać. Jest wielu, którzy słysząc Jego głos wciąż i wciąż na nowo, nie biorą go na poważnie, choć Bóg dał człowiekowi taki słuch, który jest zdolny usłyszeć wezwanie pochodzące od Niego. „Wydaje się jednak, że jest długa droga pomiędzy ludzkimi uszami a wolą i miłością”.

Bóg jednak nigdy nie męczy się tym ciągłym ogłaszaniem człowiekowi swojej woli, by ten poszedł za Nim. „Najbardziej ekstremalną formą Bożego wezwania było to, że Jego Syn stał się malutkim, nagim i bezbronnym Człowiekiem żyjącym pośród nas, pośród niepoliczonej rzeszy ludzkich istnień. Uniżył samego siebie tak dalece po to, by pokazać, jak wielkie były Boże obawy, by zademonstrować, jak pilne jest danie Bogu odpowiedzi, by ukazać, jak bardzo nie chce On pozostawać samotnym”. Jezus zniósł wszystko – nawet swój krzyż – w samotności. Świadczy to jednak z tym większą mocą o Jego wezwaniu do podążania wraz z Nim. Jego miłość jest miłością, która „nie tylko niesie, ale także pragnie; nie tylko siebie poświęca, ale nie może istnieć bez poświęcania się innych”. Pan powołuje nie tylko młodych, ale i starszych, choć w przypadku tych drugich to raczej wezwanie ostatniej szansy, uprzejma cierpliwość Pana, który wołał już od dawna.

Syn wzywa zawsze, w każdej swojej modlitwie; wzywa nas, to znaczy Kościół, nawet wtedy, kiedy śpimy, tak jak wezwał śpiących na Górze Oliwnej uczniów. Wtedy mieli oni jedną odpowiedź: zrobiliśmy już dość. Pokazuje to, że żadna odpowiedź na Boże wezwanie nie jest idealna, nikt nie daje wszystkiego, co mógłby dać. „Bycie czujnym, bycie dostępnym, bycie zdolnym do czekania, ale także posiadanie gotowości na nadchodzące nagle działanie – wszystko to są warunki konieczne do tego, by usłyszeć Boże wezwanie”. Będąc powołanym nigdy nie można sądzić, że dało się wszystko, co można było dać. Słowo zgody wypowiedziane przez człowieka zawsze jest ułomne, tylko „tak” Maryi było trwałą decyzją pozostania w otwartości na wolę Bożą nawet wtedy, kiedy pojawiały się rozczarowania i ból . „Jej fiat jest jak długie, odbijające się echo, powtarzane wciąż i wciąż, stale”.


Cytaty pochodzą z książki Poszli za Jego wezwaniem (Speyr von A., Sie Folgten Seinem Ruf, Johannes Veralag, Einsiedeln 1955.), tłumaczenie i opracowanie własne.

Słowo i Sakrament (Archiwum bloga)

„Pragnę!”* – mówi Pan. Mówi to wyraźnie, sobie i innym. Taka jest Jego kondycja. Pomiędzy opuszczeniem a pragnieniem zachodzi związek; wskazuje on, iż Pan jest obrabowywany, odzierany. Jest do tego stopnia opuszczony, iż nie czuje już obecności Ojca, Jego misja również zaczyna tracić swoją bezpośredniość. Opuszczony przez Boga, wisi teraz na Krzyżu, szukając tego, co utracił. Gdy mówimy, że Syn żyje w jedności z Ojcem w Duchu Świętym, oznacza to, że On nigdy nie szuka swego, ale stale jest nastawiony na Ojca i Ducha; nigdy nie mówi do siebie, lecz do  Ojca w Duchu Świętym; niczego nie czyni z własnej woli, ale nieustannie czyni wolę Ojca w tymże Duchu. Obecność Ojca i Ducha jest zawsze dla  Niego jasnością, Ich towarzystwo jest bliskie, tak że ciągle dostrzega Ich wolę, cieszy się jej wskazaniami, pochyla się przed nią w miłości.

Teraz kiedy musi tylko cierpieć, to wszystko – wszystko to oznacza „Ojciec” i „Duch” – gdzieś ginie, razem z wszelkim sensem, radością i zadowoleniem, których doświadczał.  Żył w Bogu i z Boga. W swym opuszczeniu pozbawia się jakby własnego pierwiastka, jakim jest  boskość. Doświadcza teraz pragnienia ducha, pragnienia obecności. Tutaj słowa wypowiedziane podczas Ostatniej Wieczerzy nabierają o wiele większego znaczenia. On sam jest rozdanym chlebem, jest rozlanym winem. Jest odarty z siebie samego, aby być dostępnym w chlebie i winie. Jego obecność dla wszystkich w Sakramencie, a więc rzeczywista obecność Boga w Kościele, jest nabyta za cenę całkowitej samotności – oto Bóg opuszczony przez siebie samego. Opuszczenie jest tak głębokie, że domaga się ono dopełnienia, i to całkowitego, jak całkowite jest ukrycie Ojca i Ducha przed Synem. Człowiek „nie może się odnaleźć”, gdy zatracił przyzwyczajenia swego życia, ulubione sposoby myślenia, gdy nie może się zabrać do codziennych zajęć. To tak jakby duchowo wprowadził się do nowego domu; musi się najpierw dostosować do wszystkiego, jeżeli ma sobie dać radę z otoczeniem i z sobą samym. Tymczasem codziennie zajęcia Syna na ziemi były zakorzenione w wizji Ojca; wszystkie Jego ziemskie ludzkie związki, wszystkie rozmowy i wymiany były umiejscowione wewnątrz tej wizji. Ci ludzie teraz oddalili się od Niego, zapierając się Go i zdradzając, aż w końcu Go ukrzyżowali. To wszystko jednak byłoby do zniesienia przy doświadczeniu obecności Ojca. Gdy Ojciec też się cofa, Krzyż nabywa niezmierzonej goryczy. Teraz Cierpiący jest przepełniony pragnieniem, pragnieniem, które odpowiada natężeniu pustki, jaka jest w Nim i wokół Niego.

Wszystkie ludzkie słowa i kategorie zawodzą, gdy staramy się zrekonstruować choćby mglisty obraz pełni obecności Boga w niebie. Jest to pełnia ponad czasem, z możnością  dowolnego wkraczania w czas. W niebie Bóg jest wszystkim, wszystko do Niego należy. Jego ponadczasowa wieczność odpowiada nieskończoności Jego bytu. Syn z tej pełni pochodzi. Myśl o posłaniu Syna jest boska, naznaczona od początku wszystkimi znakami boskości: pojęcia, plan, przyzwolenia są wszystkie boskie. Syn na ziemi ma trudne zadanie pogodzenia pełnego, nieokaleczonego ludzkiego życia z boską naturą w taki sposób, że Jego misja pozostaje w pełni boska, ale równocześnie osiąga taką widzialność, że jest przejrzysta dla ludzi, którzy mogą kształtować według niej swoje życie. Ma za zadanie dokonać dzieł, które wkraczają w czas, są porywane przez czas, które zajmują miejsce im przyznane i nabywają sens, który jawi się człowiekowi jako zrozumiały, i który sprawia, że staje się on wrażliwy na bliskość nieba i obecność Boga. Syn spełnia to posłannictwo, staje się jedno z nim,  nie zapomina o nim nawet na chwilę. Jest ono dla Niego pokarmem na ziemi i więzią z Ojcem. W każdej godzinie rozpoznaje we własnej misji wolę Ojca.  Dla Niego te dwie rzeczy stają się doskonale jednym.  (…) Ludzie, którzy patrzą na Pana, nie mogą pojąć wielu Jego cudów i słów, inaczej niż jako spełnianie i uobecnianie woli Ojca.  A nawet, gdy most łączący niebo z ziemią nie jest tak widoczny, może on  być rozpoznany we wszystkim, co Pan czyni. Z niewidzialnych nici boskiej woli Syn tka swoją widzialną misję. I aby nasze oczy mogły się do niej przyzwyczaić, codziennie przydaje jej szczególnego oblicza, które odpowiada sytuacji i potrzebie dnia; w ten sposób umożliwia nam jej uchwycenie. I choć wiara nasza ukształtowana jest z wieczystej prawdy wiecznego Boga, są chwile, kiedy staje się na nią bardziej otwarta, gotowa przyjmować, rozumieć i dać się jej prowadzić. Syn korzysta z tych chwil i udziela im głębi, przynależnej do wiecznego życia. Teraz zaś opuszczony przez odwiecznego Boga, pragnie tego wszystkiego, co było. Doświadcza niewypowiedzianej pustki umierającego człowieka, który nie tylko musi unieść ciężar cierpienia, ale widzi, jak niknie to wszystko, co nadawało sens jego życiu. Jego życie zdaje się bezcelowe.

To ciemna noc Pana: ciemność znana tylko tym, którzy widzieli najsilniejsze światło; pragnienie, które jest próżnią wytworzoną przez odebraną pełnię. Nie jest to pozytywne pragnienie znane naszej słabej wierze, kiedy pragniemy większej wiedzy o Bogu, większej bliskości Boga, głębszego wnikania w Jego Prawdę. Takie pragnienie wyrasta z dopełnienia, które dopiero co się zaczyna: jest chęcią otrzymania więcej. Wiemy, gdzie szukać satysfakcji dla takiego pragnienia. To czego doświadcza Pan, jest pragnieniem negatywnym, pragnieniem odebranym, pragnieniem tego wszystkiego, co Mu zostało wydarte. Oto przerażający wymiar Jego nocy ciemnej , który sprawia, że woła „Pragnę!” Ale w tym słowie akceptuje On owo pragnienie, zwraca się ku niemu. To słowo wyraża Jego całkowite poddanie się własnemu losowi. A skoro On pragnął, my możemy być napojeni. Skoro On wyniszczył samego siebie, aż cała Jego tożsamość stała się niczym innym, jak tylko płonącą próżnią, my posiadamy Go w sobie jako Eucharystię.

W świetle tego słowa z Krzyża sakrament  Jego cielesno-duchowej obecności nabywa nowego wyrazu: Pan daje nam swe Ciało i Krew nie tylko jako pamiątkę, jako zachętę, jako dowód, że na Krzyżu posunął się tak daleko, aż do tego przerażającego pragnienia. Pozwala nam zażyle uczestniczyć w tajemnicy swego opuszczenia. To co nam daje, to nie jakaś rzecz, ale w s z y s t k o – rozdaje samego siebie, obciążonego tymi wiecznymi słowami, tymi słowami Boga-Człowieka z Krzyża. Czas nie powoduje ich więdnięcia; nie odbiera im ani konkretnego znaczenia dla Jego życia, ani ich zastosowania dla świata.  Jego pragnienie na Krzyżu jest dla każdej epoki, dla każdego pokolenia, dla każdej jednostki, dla każdego z nas. Gdy te słowa na Krzyżu zostały raz wypowiedziane do wszystkich, wszyscy są zaproszeni. W Eucharystii zaproszenie do Krzyża jest zaznaczone dyskretnie, jakby na drugim planie, ale niewątpliwie. Jeśli ktoś drugiemu mówi: „Pragnę!”, jest jasne, o co mu chodzi. Właściwie, nie da się prawie stwierdzić, czy Pan wypowiada to słowo do siebie samego, czy do kogoś innego – cierpiący tak przecież mówi. Ale słowo z Krzyża idzie dalej po uprzednio ustalonym toku znaczeniowym: każdy słyszący je może natychmiast na nie odpowiedzieć i stosownie zareagować. Może dać Pragnącemu się napić. W swym krańcowym opuszczeniu Syn jest upokorzony jak żebrak, który prosi o najprostszą rzecz, jaką można sobie wyobrazić – o szklankę wody. Odpowiadając na tę prośbę człowiek zostaje wyniesiony do poziomu Krzyża, aby nawiązać dialog podobnego z podobnym.

Równocześnie to słowo wypowiedziane z Krzyża przez najbardziej upodlonego z ludzi pozostaje słowem m o d l i t w y.  Obecność eucharystycznego Pana  w nas wytwarza wzajemną otwartość, w której każde nasze słowo, wypowiedziane cicho lub głośno, czy też każda myśl, odnosi się nie tylko do nas, ale też do Niego. Pan na Krzyżu chciał, by to tak właśnie było. Wypowiedział to swoje pragnienie do siebie i do nas, na chwilę likwidując wszelką różnicę  między sobą i nami, abyśmy lepiej zrozumieli, czym jest Jego obecność; abyśmy dostrzegli tę część Jego misji, którą umieścił w swojej obecności – mianowicie krańcowe cierpienie. To właśnie sprawia, że Jego wezwanie do apostołów, zaproszenie do naśladowania jest tak nieubłagane. „Pójdź za mną!” – rozumie się: na Krzyż, w opuszczenie, ku ostatecznemu pragnieniu.


*Jest to fragment książki Adrienne von Speyr pt. Kreuzeswort und Sakrament, Johannes Verlag, Einsiedeln 1957. Przekład z wersji angielskiej: The Cross, Word and Sacrament, Ignatius Press, San Francisco 1983. Tłumaczył W. Giertych OP. Tekst został umieszczony w miesięczniku “W drodze”, nr 6 (190), rok 1989. Przepisałam tutaj obszerne fragmenty z tego, co wydało „W drodze”. Mam nadzieję, że ten tekst pomoże Wam w głębszym spotkaniu z Panem w czasie Trzech Świętych Dni.

Wieczorna modlitwa Adrienne (Archiwum bloga)

Wszyscy wierzący w Ciebie, Panie, widzą, jak zapada noc; ich codzienna praca się kończy, pozwól im odpocząć. Daj odpocznienie, które pochodzi od Ciebie, Panie, które będzie im towarzyszyć, łagodząc ciężary dnia oraz lęk, pozostawiając ich odnowionymi.

Daj im zdrowe myśli i owocną modlitwę. Pozwól im poczuć Twoją bliskość. Pozwól im uczyć się Twojej życzliwości. Pozwól im zasypiać, myśląc o Tobie.

A kiedy znów się obudzą, daj im poczuć, że byłeś tuż obok nich i że zatroszczyłeś się już o kolejny dzień, w którym nie porzucisz ich, ale przyjdziesz im z pomocą.

Możesz to zrobić, Panie, możesz dać im nowe siły, nowe perspektywy, pozwolić im zacząć od nowa.

Bądź z tymi, którzy, którzy śpią i z tymi, którzy nie mogą zasnąć. Jeśli nie mogą spać, bo są udręczeni zmartwieniami, ulecz ich niepokój. Jeśli nie mogą spać, bo cierpią, pokaż im, że Ty sam jesteś w ich cierpieniu tak, żeby mogli czuć Twoją stałą obecność.

Daj im dobre myśli, Panie, by mogli za nimi podążać nawet podczas najsurowszych tortur. Powitaj łaskawie każdego, ktokolwiek umarłby tej nocy, przyprowadź go do Ojca jak swojego brata, oczyść swą pamięć z jego grzechów, daj mu życie niekończące się nigdy…

I bądź ze swoim Kościołem, Panie. Bądź we wszystkich tych ciemnych świątyniach, które są puste w nocy, gdzie tylko Ty czuwasz samotnie ze swoją malutką wieczną lampką. Napełnij całą przestrzeń tych kościołów swoją obecnością tak, by ci, którzy wejdą tam z rana, mogli otrzymać dar nowej mocy w swej modlitwie.

Bądź z całym swym Kościołem, który jest Twoją Oblubienicą. Pozwól mu być Oblubienicą wierną, nie dozwól, by zwiodły ją pokusy. Daj jej tę miłość, która łączyła Cię z Twoją Matką i miłość, przez którą Matka stała się Twoją Oblubienicą, tak jak dziś Twój Kościół jest przeznaczony do tego, by nią być.

Uświęć cały świat stworzony przez Twego Ojca, żyj w tym wszystkim na znak, że Jego dzieło jest dobre, jako potwierdzenie realności odkupienia.

Pozwól Duchowi Świętemu powiać przez cały stworzony świat, by mógł zostać nawrócony, byś Ty mógł zwrócić Ojcu odnowione stworzenie w całej jego pełni. Amen.


Modlitwa została zamieszczona w książeczce Adrienne von Speyr With God and with Men: Prayers, tłumaczenie moje, wybaczcie jego braki. Oryginał modlitwy został opublikowany za zezwoleniem władz kościelnych.

Mam nadzieję, że czytanie tego wpisu było dla Was chwilą modlitwy.

 

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén